Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kościół Katolicki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kościół Katolicki. Pokaż wszystkie posty

Bruce Marshall - Chwała córy królewskiej

Są różne książki katolickie. Jedne w formie olbrzymich foliałów zalegaja półki biblioteczne, służąc uczonym do odcyfrowywania tajemniczych dróg, przez jakie Opatrzność prowadziła chrześcijaństwo w starożytności i w wiekach średnich (…), czytamy wielkie imiona ich autorów : Orygenes, św. Augustyn, św. Tomasz z Akwinu. Drugie, dalekie od wywodów metafizycznych są jakby spojrzeniem nieba na ziemię (…) – to “Wyznania” św. Augustyna, “Ćwiczenia Duchowne” św. Ignacego Loyoli lub “Dzieje duszy” św. Teresy z Lisieux. Są wszakże jeszcze inne, które niekiedy nie mają wprawdzie za przedmiot bespośredni tematów religijnych, ale tematyka ta jest dla nich kanwą, na której snują swe rozważania światopoglądowe. Szczególnym tego wyrazem stała się powieść katolicka w naszym stuleciu, mająca takich przedstawicieli jak: F.Mauriac, (…) G.K. Chesterton, G.Greene i wielu innych. Do nich należy również Bruce Marshall. (z przedmowy do wydania IV, r. 1955)

Powieść Bruce’a Marshalla to historia szkockiego księdza Smitha, rozpoczyna się na początku XX wieku, kończy w czasie II wojny światowej. Nie ma w niej wartkiej akcji, aczkolwiek kolejne rozdziały są ze sobą powiązanem. Można je jednak traktować jak kolekcję opowiadań o Kościele. Książka jest napisana humorem, ale i powagą, wywołuje śmiech a za chwilę wzruszenie ściska gardło. Każda strona przynosi cenne rozważania, wiele z nich można traktować jak złote myśli i wielokrotnie wracać. By budować swoje rozumienie świata Bożego.

Ksiądz Smith bardzo zwyczajnym księdzem, ale jednocześnie uderza jego pokora i prostota. Sam mówi o sobie, że celem życia jest “troszczyć się o sprawy Boże”. Są one traktowane przez niego nadzwyczaj poważnie, a ludzie delikatnie. Wszyscy ludzie, nawet purytański przełożony czy wątpiący na polu walki żołnierz.

Pierwsza scena to niedziela księdza Smitha, któremu ksiądz proboszcz zlecił celebrację dwóch mszy w odległych od siebie miejscach, do których trzeba dojechać rowerem. A to wszystko na czczo, bo przecież nie wolno przyjąć Pana Jezusa do żołądka, w którym się trawi jakaś jajecznica. Po mszy ksiądz nie zdążył nawet odmówić modlitwy, gdy zawołano go do kościoła. Okazało się, że trzeba było jeszcze udzielić chrztu ksiądz nie mógł odmówić - “bo przecież ważną rzeczą dla niemowląt jest, aby zostały ochrzczone”. W czasie ceremonii “jego myśli zbłądziły raz cy dwa w czasie pospiesznej łacińskiej recytacji, ale zbłądziły we właściwym kierunku i ksiądz wiedział, że Bóg nie może naprawdę się gniewać na niego, bowiem myślał o chrzcie a nie o śniadaniu. Exorciso te, creatura salis, in nominee Dei Patris omnipotentis. Jakże łatwy był chrzest i jak dobry Bóg, że ustanowił tak prosty sacrament; jak wielka była odpowiedzialność rodziców chrzestnych i jakże beztrosko traktowali ją na ogół.Ale to właśnie sposób postępowania Boga: zsyłał łaskę uświęcającą wielkimi bryzgami, tak że leżała po całej ziemi w błyszczących srebrnych kałużach, a ludzie mogli deptać po nich lub nachylać się i pić, zależnie od swojej chęci. Czym staną się te niemowlęta, które chrzci teraz? Czy pójdą za Chrystusem czy przeciw Niemu, czy może wybiora pośrednią drogę, bijąc pokłony zarówno Bogu jak i mamonie? Accipe sal sapientiae. Dziewczynka zapiszczała spróbowawszy soli, ale chłopiec łyknął ją łapczywie (…) Ksiądz Smith nazwał dwoje dzieci w Chrystusie na całą wieczność, lejąc wodę na ich czoła i chrzcząc Elvirę Marię Francescę i Józefa Dominika Alojzego w Imie Ojca i Syna i Ducha Świętego” (str. 27)

Powieść czyta się jak powiew świeżego powietrza w pokoju pełnym zaduchu. Bardzo wyraźnie widać, że to kościół przedsoborowy – nie jest przeintelektualizowany, a jednocześnie pełen wiary w odwieczne znaki Bożej obecności, zwane Sakramentami. Taki Kościół nie zaniedbuje troski o duszę człowieka dla chwilowych mód czy słabości tegoż, szanuje autorytety, przede wszystkim autorytet Matki Kościoła, oraz jest kompasem na wzburzonym morzu.

Powieść jest też pełna humoru – takiego pełnego zadumy i mądrości. Nawet jeśli niektóre postawy są przerysowane, to przebija z nich autentyczna troska o duszę człowieka. Czasem rubasznie brzmią te słowa, ale zawsze szczerze i z szacunkiem.

Ksiądz Smith rozdaje dzieciom katechizmy, dając takie pouczenie:

"Bóg posłał Was na świat, abyście zbawiły swoje dusze, i nic więcej nie ma znaczenia. Kiedy będziecie starsze, źli mężczyźni i złe kobiety będą może starali się przekonać was, że tak nie jest i że jedyny sens tkwi w zdobywaniu bogactwa, potęgi i poważania innych ludzi. To nie jest prawda. Pamiętajcie zawsze, że Bóg widzi inaczej, niż świat, i że brudny, oberwany włóczęga posiadający łaskę Boga w swej duszy jest nieskończenie piękniejszy i godniejszy miłości w oczach Pana, niż jakikolwiek grzeszny monarcha w swym pałacu. Starajcie się zawsze być posłuszne Panu Bogu. Pamiętajcie, że możecie mieć rację we własnym sumieniu, podczas gdy cały świat błądzi swym hałaśliwym językiem." (str.52)
Pojawia się też sporo komentarzy do współczesności. Dzisiaj brzmią absurdalnie, ale jakby się tak głębiej zastanowić... to jednak dzisiejsze czasy wcale nie różnią się od tych 100 lat temu. Inne rozrywki, ale problem ten sam.

“Pierwsze kino pojawiło się w mieście w 1910 roku. Paolo Sarno postanowił spróbować szczęścia i przebudował w tym celu starą stajnię pocztową, znajdującą się obok jego lodziarni, a na wprost miejsca, na którym ksiądz Smith postawił już szkielet swgo nowego małego kościółka. (…) Jednakże kanonicy kapituły katedralnej byli zaniepokojeni, ponieważ frekwencja na błogosławieństwach w dnie powszednie zaczęła spadać, a w wieczornych nabożeństwach majowych brali udział tylko starzy (…). Frekwencja na błogosławieństwach w czasie miesiąca poświęconego Sercu Jezusowemu była równie słaba jak w maju. Niektórzy kanonicy utrzymywali na zebraniu kapituły, że ostrożniej będzie nie potępiać konematografu, dopóki Jego Świątobliwość Papież Pius X nie wyda oficjalnego oświadczenia na ten temat, ale prałat O’Duffy powiedział, że to wszystko trele-morele i bzdury, i że jeśliby czekać mieli na oficjalny werdykt Kościoła, mogą tak czekać tatka-latka aż do sądnego dnia. Kościół potrzebował przecież blisko dziewiętnastu wieków, by wyrobić sobie zdanie w sprawie dogmatu Niepokalanego Poczęcia, a oni nie mogą cackać się w ten sposób, podczas gdy młodzi, no i starzy też, a jakże, lezą wprost w paszczę piekła za sześć pensów od sztuki, a dzieci za pół ceny”

Każdy katolik powinien ją przeczytać, nie zawaham się tak stwierdzić.







Różnorodność pojednana - ks. Tomas Halik / Tomasz Dostatni OP

Tomáš Halík, choć ochrzczony jako dziecko, osobistego wyboru katolicyzmu dokonał dopiero w wieku dojrzałym, a w czasach gdy w Czechosłowacji Kościół był prześladowany, a msze odprawiali po kryjomu, w prywatnych domach księża wypuszczeni ze stalinowskich więzień. W 1978 roku został tajnie wyświęcony i przez pierwsze jedenaście lat kapłaństwa działał w podziemiu. To sprawiło, że dialog i pojednanie uważa za sprawy najważniejsze, a do wątpliwości wierzących i niewierzących podchodzi wręcz z pokorą.
Jest Bóg czy Go nie ma? Czy po Auschwitz można jeszcze wierzyć w Boga? Jaki jest związek religii z terroryzmem? Jak prowadzić dialog z judaizmem i islamem? Czy wiara i wątpliwości się wykluczają? Czym się różni katolickość od katolicyzmu, a ateizm od apateizmu? O tym i o wielu innych sprawach z Tomášem Halíkiem rozmawia dominikanin Tomasz Dostatni.
Pomimo tego, że zupełnie nie znam autorów tej książki, ten opis na tylnej okładce książki bardzo zachęcił mnie do kupienia. Muszę przyznać, że spotkanie z ks Halikiem było dla mnie niezwykle odkrywcze. I zaskakujące. W zasadzie nie całkiem jeszcze przetrawiłam filozofię Halika, zaczyna powolutku się sączyć do serca.

W rozmowie z ojcem Dostatnim, Halík opowiada o swoich mistrzach i lekturach, o swojej drodze do wiary. Nakreśla szerokie tło wszystkich wydarzeń, tak szerokie, że kompletnie się na nim gubiłam. Nie znam historii czeskiego kościoła, niewiele wiem o husytach (jakieśtam resztki wiedzy z historii) a nawet nazwiska wielkich teologów niewiele mi mówią... poczułam sie jak uczniak... Dopiero wzmianki o Chestertonie, Ratzingerze i C.S.Lewisie sprawiły, że poczułam się swojsko. Ja także uwielbiam "eseistykę teologiczną", jak to określił Halik, wspomniani autorzy należą do moich autorytetów.

Ksiądz Halik o sobie mówi w ten sposób:
„W trakcie pisania książek stwierdziłem, że nie jestem teologiem akademickim, lecz teofilem. Teofil wie, że o Bogu raczej nic nie wie, a mimo to szczerze Go kocha. Teofil nie umie pisać uczonych traktatów i dlatego daje raczej świadectwo o swojej drodze życiowej i wierze. Narratywna, biograficzna wypowiedź o wierze, wiara jako droga, Bóg ukryty w wydarzeniu – zawsze przeczuwałem, że tu leży prawda. Tędy może prowadzić droga, skoro oficjalna ścieżka teologii zarosła ostami definicji i dla człowieka niedostatecznie przygotowanego bywa trudna do przebycia”.
Z lektury wyłania się postać kogoś, kto całym swoim życiem relizuje pragnienie DIALOGU z drugim człowiekiem, dialogu a nie monologu. Kogoś pokornego, kto zawsze patrzy na drugiego jak na potencjalne źródło własnego wzbogacenia, dopełnienia. Kogoś, kto dostrzega niebezpieczeństwa "triumfalizmu katolickiego" - tego apriorycznego roszczenia do uniwersalnej prawomocności własnego widzenia świata, do bycia posiadaczem całej prawdy. Kogoś, kto wie, że całą Prawdą jest tyko Bóg, i poznamy ją w całości gdy spotkamy się z Nim twarzą w twarz.

Muszę przyznać, że bardzo mnie to poruszyło. Nie powiem zachwyciło, bo dopiero to wszystko trawię. Poruszyło mnie do głębi, bo pokazało mi, że chrześcijaństwo to "droga", to "katolickość" - czyli powszechność i otwartość. W odróżnieniu od "katolicyzmu", który jest ideologią. Ks Halik czyni bardzo mądre rozróżnienie między tymi dwiema, przekonująco wyjaśnia. 

Ciekawe jest to, co Halik pisze o "nieśmiałej pobożności" swojego narodu - postawa wiary jest u Czechów raczej dyskretna i niechętnie manifestują ją wielkimi słowami czy gestami. Ma to związek z niechęcią Czechów do patosu, wszystko, co patetyczne wydaje się im śmieszne. Dla Czecha patos skrywa nieszczerość, hipokryzję pustkę, obroną przed nim jest ironia (i tu zrozumiałam, że jest cała grupa Polaków, która żywi tę samą niechęć i to jest właśnie TO, co ich odrzuca od Kościoła!).

Z lektury książki można się sporo dowiedzieć o protestantyzmie, zwłaszcza jego początkach - kim był Luter i gdzie popełniono błąd. Jakie ten błąd ma konsekwencje, te złe, ale i te dobre. Jak można i należy dialogować z innymi chrześcijanami, jak można to robić z muzułmanami czy buddystami. 

Halik próbuje odpowiedzieć na pytania o sens śmierci, cierpienia i bólu, wyjaśnić dlaczego Bóg dopuszca tyle zła... czy Bóg umarł? Na te pytania odpowiada trochę podobnie jak Marcin Jakimowicz w gościu niedzielnym - że to pytanie niewłaściwie zadane, bo należy zapytać "gdzie był człowiek" gdy to wszystko się działo... Bóg uczynił człowieka wolnym, i gdyby mu tę wolność odebrał to pozbawiłby go również jego ludzkiej godności. Nie możemy ulec też pokusie postrzegania świata oczyma przyjaciół Hioba - cierpienie na świecie to jest wielka tajemnica i tylko wiara w Boga może ją wyjaśnić. To wiara w człowieka umarła w ostatnich latach.

Bardzo wiele rozważań snują Tomasze w tym wywiadzie. Teologiczno-filozoficznych, ewangelizacyjnych, politycznych... istna perełka. Można długo smakować i wracać. Na pewno sięgnę po wspomniane dzieła.

Bardzo dużo daje do myślenia to, co mówi o judaizmie. Że islam wobec chrześcijaństwa robi to, co chrześcijaństwo zrobiło wobec judaizmu - re-interpretuje "ich" księgi i tłumaczy naszą teologią. Niemal dokładnie tak jak muzułmanie "tłumaczą" Biblię, po swojemu, żeby pasowała do "ich" dogmatów... co oczywiście bardzo nas chrześcijan drażni, wręcz oburza, ale jakoś nie dostrzegamy, że robimy to samo wobec pięcioksiągu...

Dla mnie najmocniejsze jest jednak to, co napisał o związku terroryzmu z religijnością. Zacytuję:
 "Niedawne rozległe badania Instytutu Gallupa pokazały, że absolutna większość wierzących muzułmanów na całym świecie jednoznacznie potępia terroryzm zbrodniarzy z grup ekstremistycznych, którzy chcieliby usprawiedliwiać swoje działania, maskując cele polityczne religinją retoryką. Te same badania ujawniły ciekawą rzecz: ci, którzy obecne konflikty traktują jako religijne, przeważnie uważają je za nieuniknione, ci natomiast, którzy dostrzegają ich przyczyny polityczne i ekonomiczne, przeważnie widzą możliwość ich rozwiązania. A w dodatku jako religijne postrzegają je ci - zwłaszcza wśród muzułmanów - którzy sami żywej wiary nie praktykują.
Kiedy terroryści uznają samych siebie za bojowników islamu, to jedynie szukają usprawiedliwienia. Kiedy wojujący prawicowi fundamentaliści określają arabskich terrorystów jako bojowników islamu, to chcą w ten sposób usprawiedliwić swoją religijną i kulturową nietolerancję, a swoje polityczno-imperialne cele ukrywają, podając się za obrońców zagrożonej cywilizacji chrześcijańskiej, bohaterów kulturowej wojny przeciwko muzułmanom i liberałom. Kiedy Richard Dawkins i wojujący fundamentaliści "nowego ateizmu" widzą w arabskich terrorystach bojowników o islam, to chcą w ten sposób zdyskredytować każdą religię jako źródło zła i przemocy i uwiarygodnić samych siebie jako oświeconych obrońców swobód liberalnych przed ciemnym zabobonem chrześcijaństwa i wszelkiej religii"
Mocne. Bardzo. Nie wymaga komentarza tylko szczerego spojrzenia w lustro.

***

Lektura książki budzi jednak mieszane uczucia. Można odebrać sporo wypowiedzi Halika jako ogromny relatywizm moralny. Ale na pewno można też zobaczyć w nich Ewangelię - ubóstwo duchowe, cichość, mądrość, a przede wszystkim głęboką wiarę w miłosierdzie Boga. I szacunek dla wolności wyboru. Bo Halik unika jakiejkolwiek agitującej manipulacji czy nachalnego zachęcania, zgodnie z zasadą Hugona Enomiyi-Lassalle'a: "Wszyscy są zaproszeni, ale nikt nie jest zmuszony".


A tu linki do kilku wywiadów z Tomaszem Halikiem:

Skandal Miłosierdzia - bp. Grzegorz Ryś

Od niedawna jedna z moich ukochanych książeczek w mojej bibliotece. Biskup Ryś ma niesamowity dar przybliżania ludziom miłosierdzia Boga. I uświadamiania Jego niepojętości.

"Miłosierdzie pozostaje wielką tajemnicą Boga i wielkim skandalem w oczach ludzi. Zawiera w sobie to, z czym mamy największe trudności: współczucie, przebaczenie, nawrócenie. Nie stawia warunków, nie zna żadnych granic. Jest darmowe."*

To wszystko, co my sobie o nim myślimy nie jest prawdą, On łamie wszelkie stereotypy, wychodzi naprzód  najbardziej naiwnym oczekiwaniom, a co najpiękniejsze - sam nas o tym zapewnia! "Bóg nie rozdaje cukierków grzecznym dzieciom, ale podnosi w górę tych, którzy dotknęli dna"*

To tylko MY nie chcemu otworzyć uszu i serc na tę prawdę. Biskup Ryś w swoich rozważaniach chce nam pomóc to zobaczyć. Podkreśla przy tym, że to wszystko, o czym czytamy dzieje się dziś. Teraz jest mój moment łaski, teraz mam go złapać, to dzisiaj jest czas zbawienia.

Najpierw patrzymy na Miłosiernego Samarytanina, tak nam znaną przypowieść a jednak cięgle nie dość znaną. No bo skoro dalej wątpimy...?

W kolejnym rozdziale przychodzi Ojciec Synów Marnotrawnych. Tak, nie jednego syna, ale dwóch. A bohaterem przypowieści nie jest syn, który zbłądził, ale ojciec, który czeka... i pytanie do każdego z nas: którym z dwóch synów jesteś, tym aroganckim, który odszedł, czy tym zawistnikiem, który "został"...?

Dalej wędrujemy do Abrahama i Izaaka (aby odkryć, że ofiara Izaaka wyglądała zupełnie inaczej niż sobie to wyobrażamy), Kaina i Abla, Jonasza, św. Piotra...

A wreszcie bp. Ryś dociera do ostatniej lekcji: lekcji nawrócenia i przebaczenia. Przywołuje ewangelie i objawianie się w nich przebaczającego Boga, który odpuszcza grzechy, uzdrawia, jada z celnikami. Prowadzi nas do sedna Miłości, pokazuje sprawiedliwość serca. Która może stać się udziałem każdego, jeśli tylko zechce.






*recenzja z okładki




Jednostki specjalne - Grzegorz Górny

  • Dlaczego jeden z najbogatszych ludzi w Ameryce wydaje setki milionów dolarów na kształcenie katolickich prawników?
  • Dlaczego demokracja w Europie albo będzie chrześcijańska, albo nie będzie jej wcale?
  • Kiedy nastąpi globalne odrodzenie religijne?
  • Czy klony mają duszę?
  • Czy homoseksualista może zmienić swoje życie i stać się heteroseksualistą?
  • Czy można dziś zostać skazanym w Europie za cytowanie Biblii?
Zaintrygowały mnie te pytania zadane na tylnej okładce książki. I jeszcze podtytuł: "Niezwykłe wywiady z frontu wojny o duszę świata".

Ostatnio naszło mnie na szperanie w sprawach społecznych naszego świata. Trafiłam na tę recenzję i wiedziałam, że nie przejdę obojętnie wobec tej pozycji. To bardzo bujduje gdy człowiek spotyka się z ludźmi, którzy swoim postępowianiem świadczą o wyznawanych ideałach. Że jednak można. Że to nie jest tak, że dzisiejszy świat to tylko zgnilizna moralna. Istnieją "jednostki specjalne", a zwykli zjadacze chleba często nie mają o nich pojęcia.

Najwięcej dały mi do myślenia wywiady z biskupami - Martinezem i Ratzingerem. Muszę przyznać, że nie doceniałam naszego obecnego papieża (w sumie niewiele o nim wiedziałam, po JPII jakoś zobojętnieliśmy na Watykan...), to nie tylko tęga głowa ale bardzo mądry człowiek. Dokładnie taki, jakiego potrzeba światu. Odpowiada na pytania o niebezpieczeńswo relatywizmu ("czy wszystkie religie są prawdziwe?"), o sumienie ("czy nie wystarczy jak człowiek żyje w zgodzie ze swoim sumieniem?) i co daje nadzieję na nawrócenie świata.

Podobnie mówi biskup Martinez z Granady. Miasta kiedyś muzułmańskiego, a dziś będącego stolicą odnowy myśli teologicznej w Hiszpanii. Opowiada o swojej pracy w kościele, który potrzebuje "pracy u podstaw", odnowienia życia w samych jego fundamentach. Nasz śwait został "mentalnie skolonizowany" przez filozofię dualizmu - rozdziału świata duchowego (nadnaturalnego) i naturalnego. Cele zaczęły się rozbiegać. Podczas gdy tradycją Kośćioła od zawsze było augustynowskie "niespokojne jest serce człowieka dopóki nie spocznie w Bogu". Biskup Martinez wspaniale wyjaśnia to, co sie stało przed wiekami i to, co jest tego konsekwencją. I jak prosta jest droga to tego duchowego zintegrowania. Nie musimy czekać, aż politycy wreszcie uznają nasze wartosci i wcielą je w życie. Nie musimy się niczego głośno domagać, wzywając gromów z nieba. Musimy żyć Ewangelią.
 "My, jako Kościół, musimy odzyskać ten sposób przeżywania świata, jaki mieli pierwsi chrześcijanie, dla których spotkanie z Chrystusem w kościele podczas komunii miało znaczenie i zwiazek ze wszystkimi aspektami ich życia. Owi chrześcijanie nigdy nie mieli zamiaru atakować imperium".
Ogromne wrażenie na moich emocjach zrobiła ta część książki poświęcona "wyzwaniom naszych czasów", czyli problemowi homoseksualizmu, aborcji i eugeniki. Czytając wywiad z Karin Struck z trudem powstrzymywalam łzy. Piękne świadectwo, obnażające kłamstwa mediów i polityków w temacie przerywania życia "płodu". I tragedię tysiecy - milionów? - kobiet.

Rozdział trzeci dotyczy prawosławia - "Wschodnie płuco chrześcijaństwa". Przeczytałam go na końcu, bardzo mnie dotkną. Tak do żywego. Zaczyna się od słów "Podział chrześcijaństwa jest skandalem". Inaczej tego nie można nazwać. Zawsze uwielbiałam prawosławne liturgie, śpiewy, ostatnio przemówiła do mnie idea pokory i pustynu, dzięki Katarzynie de Huerty... Kościół wschodni jest tak inny od tego zachodniego, który (najwyraźnie) poddał się protestantyzmowi, a ostatnio świeckości... Zapominamy o Sacrum. Zapomnieliśmy o pustyni.

Jest też część o polityce, najmniej mnie wciągnęła, to chyba zbyt wielkie wyzwanie dla mnie... Podziwiam Viktora Orbana (obecny premier Węgier) za to, co robi, jeśli takich ludzi byłoby więcej to nasz świat wyglądałby inaczej. Ale ilość kłód rzucanych pod nogi ludziom, którzy chcą służyć ludziom jest tak ogromna, że to przeraża. Człowiek ma poczucie totalnej bezsilności i zniechęca się bardzo szybko. Ale... może jeśli wiecej osób to przeczyta to narody się OBUDZĄ...

Gorąco polecam lekturę, zwłaszcza jeśli masz pragnienie umacniania swojej wiary. Ale także jeśli interesują Cię współczesne problemy społeczne i polityczne. Jest niezwykle aktualna, a rozmówcy madrzy i doświadczeni. Każdy się wiele nauczy.


Kościół katolicki i konwersja - G.K. Chesterton

Wiedziona moim umiłowaniem do kryminałów dawno temu przeczytałam "Przygody księdza Browna". Był taki serial, ksiądz/detektyw (nie, nie ksiądz Mateusz, ani Don Matteo, tylko taki wyglądający na Kubusia Puchatka...  "Detektyw w Sutannie" czy jakoś tak), który z zamiłowaniem oglądałam ilekroć trafiłam na niego przypadkiem w telewizji. Gdzieś przeczytałam analogię do książek Chestertona i wtedy je czytałam.

Ale nie wiedziałam nic więcej o autorze, ani jego pozostałej twórczości. Z opisu na tylnej okładce:
"Chesterton - obrońca wiary, konserwatysta, sympatyk Polski; mistrz groteski, paradoksu i absurdalnego humoru; pisarz, dziennikarz, publicysta, poeta i rysownik; autor książek od apologetycznych po detektywistyczne". Co za człowiek renesansu!

obrazek pochodzi z tego bloga

Całą drogę do Geteborga i kilka godzin w poprzednich dniach siedziałam zaczytana w książce "Kościół katolicki i konwersja". Chesterton opowiada o swoim nawróceniu i o odkryciu Kościoła. O tym, jak trudna jest to decyzja, ale jak nieunikniona jeśli ktoś poszukuje prawdy. Bo ona łapie na "niewidzialną nitkę, która jest na tyle długa, że można zawędrować aż na koniec świata, ale wystarczy jedno szarpnięcie tej nitki by człowieka spowrotem sprowadzić."

Nikt nigdy nie przedstawił mi Kościoła w tak prosty i celny sposób. Wiele z tego, co pisze autor jest mi bardzo bliskie, choć ja sama nie mam za sobą doświadczenia konwersji. Ale doświadczenie odkrycia Kościoła tak.  Doświadczenie jego wiecznej młodości i starożytności, niezmienności i świeżości. "Kościół katolicki jako jedyny ocala człowieka przed poniżająca niewolą bycia dzieckiem swoich czasów."

Jak bardzo wszystko to, co pisze o "swoim" kościele anglikańskim przypomina mi kościół Szwecji i mentalność tego kraju! Purytanizm i obawa przed kościołem katolickim (prawdą) - oto najważniejsze jego wyróżniki. Obawa, gdyż tak naprawdę argumentacja tych protestantów jest niedorzeczna, i autor pięknie to pokazuje w książce. Ogromna jest ilość "protestanckich kłamst o katolickich kłamstwach", lecz nie ma żadnej instytucji żeby to zweryfikować...

Chesterton pokazuje Kościół na tle innych religii i prądów myślowych, dowcipnie, acz jednoznacznie, podkreśla nietrwały charakter tych "mód" (daje przykład prądów socjalizmu i spirytyzmu), ich reakcyjność ("bez chrześcijaństwa nie byłoby islamu") lub niewłaściwe zrozumienie ich relacji z Kościołem. Według jego doświadczenia protestanckie wyznania żyją tylko na tyle, ile pozostało w nich z katolickiego chrześcijaństwa, i do katolickiego chrześcijaństwa zawsze wracają, żeby odzyskać żywotność. W ferworze walki ze skostniałym systemem pośpiesznie pozbyły się wszelkiej formy symboli, głosiły jakie to mają radosne nabożeństwa i kazania, aż zamieniły się w centra rozrywki i miłej atmosfery.
Tak naprawdę nie chcemy religii, która ma rację tam, gdzie my mamy rację. Chcemy natomiast religii, która ma rację tam, gdzie my się mylimy. Te obecne mody sprawiają, że nie chodzi o to, czy religia pozwoli na wolność, ale czy (w najlepszym wypadku) wolność pozwoli na religię. Ludzie ci ida jedynie za współczesną atmosferą, w której jest wiele rzeczy miłych, wiele anarchicznych, i wiele po prostu nudnych i oczywistych, a następnie domagają się, żeby każda religia dopasowała się do tej atmosfery. Ale ta atmosfera istniałaby nawet bez tych religii. (...) Całkiem inaczej jest, gdy religia, we właściwym znaczeniu czegoś wiążącego, wiąże ludzi z moralnością, która nie jest identyczna z ich nastrojem. (...) Było całkiem inaczej gdy głoszono miłość poganom, którzy tak naprawdę w nią nie wierzyli; tak samo jak dzisiaj głosi się czystość nowym poganom, którzy w nią nie wierzą. To właśnie na takich przykładach możemy uchwycić prawdziwe znaczenie religii; i to one świadczą o szczególnym i niedoścignionym tryumfie katolickiej wiary. Katolicyzm ma rację nie tylko w tym, w czym i my mamy rację, na przykład głosząc radość, nadzieję, czy współczucie. Miał rację wówczas gdy my się myliliśmy i gdy nasz błąd wracał do nas jak bumerang. 
(rozdział "Wyjątek potwierdza regułę") 
 Nie do wiary, że książka została napisana w 1926 roku, a jej treść jest tak aktualna.